Sylwia Basiak: Dlaczego zdecydowałam się przejść ze stanowiska dyplomatycznego na swój biznes.

Krótka, osobista opowieść o tym dlaczego zdecydowałam się nie kontynuować pracy w Stałym Przedstawicielstwie RP przy NATO w Brukseli i podjęłam się prowadzenia biznesu marketingowego. 

Będąc absolwentką stosunków międzynarodowych marzyłam o pracy w organizacji międzynarodowej. Nic dziwnego, bo było to zgodne z moim wykształceniem i chyba większość studentów tego kierunku o tym marzy. Ciężko pracowałam, starałam się o mój rozwój w tym zakresie, chciałam piąć się do góry. Dlatego kiedy dostałam kontrakt w Stałym Przedstawicielstwie Rzeczpospolitej Polskiej przy NATO w Brukseli byłam w siódmym niebie.

Studiowałam także dziennikarstwo, a w Stałym Przedstawicielstwie miałam pracować w wydziale Komunikacji i Promocji, więc ten angaż był dla mnie strzałem w dziesiątkę. Idealne połączenie tego co studiowałam, co chciałam robić w życiu, połączenie, które nie zdarza się często. Dlatego przez pierwsze miesiące w Brukseli, przemierzając korytarze NATO byłam bardzo szczęśliwa i podekscytowana.

Przeprowadziłam się do Brukseli sama, nie miałam tam szerokiego grona znajomych, ale początkowo nie przeszkadzało mi to, bo skupiłam się na pracy, w wolnych chwilach na sporcie, czytaniu książek, nauce języków. Pandemia niestety spowodowała, że wszelkie moje plany związane z weekendowymi podróżami, odwiedzaniem rodziny i przyjaciół w Polsce oraz poszerzaniem grona znajomych w Brukseli – niestety legły w gruzach…. Jako 28 letnia singielka zaczęłam dość mocno odczuwać skutki bardzo restrykcyjnych, „covidowych zasad” narzucanych przez belgijski rząd – pojawiły się komplikacje związane z wyjazdami z Belgii, więc zostałam na dłuższy czas „uziemiona”, zamknięto ośrodki kultury, nauki, sportu – wszelkie miejcsa gdzie mogłam poznać nowych ludzi. Wszystko było dokumentnie zamknięte, opustoszałe i wprawiające w depresje. Moja początkowa ekscytacja zaczęła nieco opadać, ale że jestem osobą odpowiedzialną i rozsądną ( tak przynajmniej o mnie mówią!), postanowiłam zacisnąć zęby i iść dalej. 

I stało się coś, co całkowicie wywróciło moje życie do góry nogami.

Zaczynałam być wyczerpana psychicznie tą całą sytuacją, kiedy nagle pojawiła się odpowiedź na moje prośby!  Zjawił się przy mnie, zupełnie niespodziewanie bardzo nietypowy człowiek. A ta jego nietypowość tak mi się spodobała, że obecnie jest moim narzeczonym. Rafał przeprowadził się do Brukseli po kilku tygodniach naszej znajomości. Chyba mocno mu zakręciłam w głowie 🙂

To wydarzenie, a raczej jego skutki bardzo wpłynęły na to, czym się teraz zajmuje.

Dzięki znajomości z Rafałem  dostrzegłam wiele plusów wynikających z prowadzenia własnego biznesu oraz to, że prowadząc firmę masz większą odpowiedzialność niż w pracy na etacie, ale też  zdecydowanie większą wolność.

Praca w dyplomacji to służba. Służba ojczyźnie za granicą. Nie jest dla każdego. Są w tej służbie różne sztywne zasady, standardy, konwenanse, obowiązuje konkretna etykieta. Poza tym trzeba być ciągle na „stand bayu”. Tym bardziej w takim miejscu jak NATO.

W tamtym czasie obserwowałam dwie zupełnie inne formy zarabiania pieniędzy. Pracę na etacie, na placówce dyplomatycznej, do której mam oczywiście olbrzymie „chapeau bas”,  ale…  nakładała ona na mnie różne liczne ograniczenia, a z drugiej strony prowadzenie swojego biznesu, w którym pracowało się równie dużo, ale na swoich zasadach.

Obserwowałam jak pracował Rafał…fakt pracował sporo, ale mógł to robić zdalnie, podróżować, miał duży obszar niezależności, nieskrępowania,  sam wyznaczał sobie godziny pracy, decydował o tym kiedy ma wolne. Klientów biznesowych często przemieniał w dobrych znajomych, budował z ciekawymi przedsiębiorcami fajne, koleżeńskie relacje. Widziałam, że ma dużą frajdę ze swojej pracy, że nie jest to dla niego obowiązek, a przyjemność.  Dużo rozmawialiśmy wtedy o prowadzeniu firmy, o marketingu, bardzo mi się to spodobało, widziałam w tym dużo osobistego spełnienia i satysfakcji. 

Pewnego dnia, wracając zmęczona z pracy z informacją, że mam anulowany urlop, zdecydowałam że chcę pokusić się o coś nowego.

I zaczęłam uczyć się marketingu…

Marketing bardzo mnie zaciekawił. Zaczęłam oglądać różne szkolenia, czytać artykuły, książki, umawiałam się na płatne konsultacje z ekspertami przez Internet, dopytywałam Rafała, bo ma w tym duże doświadczenie. Był to bardzo intensywny i rozwojowy czas, bo po pracy, każdego dnia uczyłam się marketingu. Miałam też dobry background, bo kilka lat wcześniej pracowałam przez rok w jednej z warszawskich agencji reklamowych. Pomyślałam, że moja wiedza ze studiów dziennikarskich też mogłaby się tu przydać, więc wyszukałam pdf-y ze studiów dotyczące copywritingu, książki o tworzeniu treści marketingowych, zaczęłam pisać i szlifować umiejętności.

Coraz bardziej mi się to podobało, a marketing stał się moją pasją.

Po prawie dwóch latach pracy na placówce dyplomatycznej postanowiłam, że chciałabym spróbować czegoś innego. Zrezygnowałam z Brukseli. Czas spędzony na placówce był bardzo wartościowy i było to niesamowite doświadczenie, które bardzo doceniam. Jednak potrzebowałam zmiany, byłam ciekawa nowości. Zdecydowałam, że zacznę zajmować się reklamą i dołącze do Rafała, aby wspólnie prowadzić firmę Strategie Reklamy. Była to wielka zmiana i ryzyko, ale….”czym jest życie bez ryzyka? ” 

Obecnie razem intensywnie działamy i tworzymy nasz biznes, łączymy prace z pasją i ogromnie cieszę się, że uczestniczę w tej ciekawej przygodzie. Trzymajcie kciuki, myślę że będzie się działo!

 

Komentarze

Dołącz do naszej
Biznesowej Społeczności!

Zapisz się na nasz newsletter i otrzymaj dostęp do inspirującego materiału video, aby poznać historię Piotra i jego niesamowitej strategii marketingowej.